Co The Bad Guys mają wspólnego z Ulicą Sezamkową i czego się nie dowiesz z polskiego dubbingu

Wiesz, Karolina, raz do kolegi mojego taty zadzwonił oszust, który próbował wyłudzić od niego dane konta bankowego, a gdy mu się to nie udało, zaczął go pytać o to, w którym miejscu popełnił błąd. Wiesz, żeby się w złodziejskim fachu doskonalić, wyciągnąć lekcję z tej porażki na przyszłość. Co za bezczelność! Co za… ambicje (?!)

I tu ci opowiem o moim bziku na punkcie The Bad Guys – filmach i serialu, które powstały na podstawie komiksów Aarona Blabey’a. O grupie złodziei, których celem jest stać się najbardziej znanymi bandziorami w mieście. Moje zamiłowanie do tej ekipy zaczęło się od pełnego metrażu, kiedy na scenie piosenki podczas balu charytatywnego uświadomiłam sobie, że… klaszczę z zachwytu! Wiem, poniosło mnie. I cały czas niesie. Niedawno wyszedł drugi sezon serialu, wciągnęłam cały.

To taki jakby prequel do filmów kinowych, który pokazuje drogę Bad Guys na szczyt: czego musieli się nauczyć, żeby stać się typami spod ciemnej gwiazdy i gwiazdami światka przestępczego. Powiesz: złodziejska banda jako pozytywni bohaterowie? Tak! Wierz mi, ten pomysł naprawdę się udał! A to dlatego, że ten serial wcale nie jest o kradzieży, chociaż jest. Ale pieniądze i łupy to tylko nic nieznaczące rekwizyty. To, co ma znaczenie, to etos drużyny. Bad Guys w miejsce jednych zasad przyjmują inne, z których naczelną jest kierowanie się dobrem całego zespołu. Tu każdy ma głos, każdy ma prawo do wzrostu i rozwinięcia swojego potencjału. I do bycia akceptowanym. Jest też i o sumieniu, które daje kopa. Odzywa się co jakiś czas, pytając: Jaki jest sens tego, co robicie? A gdyby tak zawrócić z tej ścieżki i stać się Good Guys? Jest się nad czym głowić.

Muszę ci teraz opowiedzieć, kto do tej złotej drużyny należy, a są to: Wilk, Rekin, Tarantula, Pirania, Wąż, a więc, jak widzisz, wszystkie zwierzęta, które ludziom kojarzą się raczej negatywnie, bo z niebezpieczeństwem. Produkcje The Bad Guys mają za zadanie odczarować ten wizerunek i z bandy wyrzutków uczynić pozytywnych bohaterów. Takie historie ukazujące wielowymiarowość czarnych charakterów, to zresztą trwający od dawna trend. Im bardziej coś dzisiaj skomplikowanego moralnie, tym ciekawsze dla kina. A jak się już rozwikła zagadkę ciemnej strony duszy takiego delikwenta i zrozumie jego motywacje, to trzeba podjąć się próby włączenia go do wspólnoty, w której dla każdego złola znajdzie się miejsce.

No i właśnie, słowo-klucz dzisiejszej (pop)kultury, czyli inkluzja. Do Oscarów można wystartować, jeśli do pracy nad daną produkcją został zatrudniony zespół złożony z przedstawicieli różnych ras czy środowisk tzw. niedoreprezentowanych. O ile podpisuję się za reprezentatywnością samą w sobie, to już ubieraniu jej w jakieś standardy jestem przeciwna, bo paradoksalnie właśnie wtedy skupiamy się nie na talencie człowieka, ale na kolorze jego skóry. „Dobrze gra?” „Jest najlepszy, ale potrzebujemy jakiegoś Azjaty, i najlepiej kobiety, żeby nam się statystyki zgadzały.” Kumasz? Nic, tylko gadanie o tym, na jakie kolory skóry się dzielimy, czyli efekt odwrotny do zamierzonego.

Więcej w tym temacie. Znalazłam ciekawy artykuł o tym, że jeżeli chodzi o seriale dziecięce oddające głos mniejszościom rasowym, to w Stanach przełomem była Ulica Sezamkowa. Kręcona w Nowym Jorku z udziałem czarnoskórych aktorów i dzieci, miała oddawać atmosferę wyklętych dzielni takich jak Harlem i Bronx, budując ich pozytywny wizerunek. Serial miał edukować dzieci z ubogich środowisk oraz promować ideę różnorodności i integracji, co się udało. Dzieci pokochały Wielkiego Ptaka i jego przyjaciół, od 1969, kiedy wyemitowano pierwszy odcinek, nagrano ich prawie 4700!

Powiesz na to: No dobra, ale The Bad Guys to serial animowany, główni bohaterowie są zwierzętami, więc jak niby oddać różnorodność ludzkiego świata? Odpowiadam: przez dubbing. Spójrzmy, kto tam kogo podkłada i już wszystko będzie jasne.

*Najpierw szef bandy, czyli Wilk. „Gra” go Michael Godere – Amerykanin z korzeniami włosko-portogalskimi.

*Potem Wąż, spec od otwierania sejfów, w tej roli Chris Diamantopoulos – Kanadyjczyk z greckimi korzeniami.

*Dalej Rekin, mistrz kamuflażu z aktorskim zacięciem i z głosem Ezekiela Ajeigbe’a – czarnoskórego aktora o nigeryjskich korzeniach, osobiście moja ulubiona postać!

*Potrzebujemy też mniejszości latino, bo Pirania (typ mięśniaka) jest z Boliwii i mówi z hiszpańskimi wtrąceniami. Ale hiszpański to hiszpański, w USA wszystko jedno skąd i w serialu postaci głosu użycza portorykańczyk Raul Ceballos.

*Zostaje Tarantula z najciekawszym backgroundem, bo po pierwsze dokonała się podmiana płci – w książkach ta postać jest płci męskiej i nazywa się Legs, ale twórcy filmu i seriali stwierdzili, że w tej bandzie brakuje jakiejś laski (mieli rację!), więc zrobili z Tarantuli błyskotliwą hakerkę Webs. Wciela się w nią pochodząca z Kalifornii Mallory Low o azjatyckich korzeniach. I ta azjatyckość też wydaje się zamierzona, bo w Dolinie Krzemowej największy odsetek kobiet zainteresowanych nową technologią jest właśnie pochodzenia azjatyckiego (źródło: ktoś/coś/kiedyś/Internet).

Kogo nam brakuje w tym tyglu? Na przykład Hinduski. I tu na scenę wchodzi Zehra Fazal, której rodzicami są imigranci z Indii i Pakistanu. W The Bad Guys Zehra jest „ludzką” dziennikarką Tiffany Fluffit. W drugiej kinówce pojawia się też akcent z Europy Wschodniej – bułgarska aktorka Maria Bakalova wciela się w postać Pigtail Petrovy.

Jak widzisz, masz tu bogaty przekrój etniczny amerykańskiego społeczeństwa, czego w wersji polskiej oczywiście nie uraczysz, bo pewnych rzeczy po prostu nie da się oddać. Najbardziej widać to w drugim odcinku drugiego sezonu, którego początkowa scena stylizowana jest na Peaky Blinders. The Bad Guys naśladują akcenty z tego serialu, po polsku nie do przetłumaczenia, wyszło porażkowo, bo ktoś wpadł na pomysł, żeby te stylizacje poprzerabiać na śląski. Auć! Trzeba było to już lepiej zostawić bez żadnych zabaw językowych.  

W polskim dubbingu może tylko Pirania zachowuje odmienność etniczną czytelną dla polskiego odbiorcy, ale i tak nie rozumiem, po co tak podrasowano język tej postaci, wciskając jej w usta wiele hiszpańskich wstawek, których po pierwsze w oryginale nie ma, a po drugie nie wydaje mi się, żeby były oczywiste dla polskiej publiczności. Bo co znaczy amigo to wszyscy wiemy, ok, ale na przykład por eso w zdaniu:

Nigdy byśmy się nie zakumplowali z żadnymi strażnikami por eso z otwartymi płetwami przyjmujemy Thalię do szajki. (odc. 3)

Inne przykłady:

Tak, tak, obejrzałam każdy odcinek dwa razy. Na niektórych tłumaczeniach to się uśmiałam.

Czekam aż w Polsce zaczną się pojawiać takie produkcje z udziałem mniejszości: ukraińskiej, śląskiej, góralskiej… – jakby nam się od razu poszerzyła galeria postaci! Ale co ważniejsze – udałoby się oddać doświadczenie dorastania w różnorodnym świecie, co miałoby znaczenie zarówno dla tych dzieci, które stanowią większość w danej społeczności, co dla tych, które stanowią jej mniejszość. Tak jak było to w przypadku Ulicy Sezamkowej. Teraz czas na polskiego Wielkiego Ptaka. Że brzmi śmiesznie? Oj przestań, przecież zawsze ceniliśmy to, co wielkie, żeby dobrze oddawało nas samych. Co nie?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *